#Dope Larry fan fiction

sobota, 22 listopada 2014

#DopeFanFic | Rozdział VIII

- Teraz wiemy na co nas stać - szepnął Luke leżąc obok mnie. 

Nie wiem jak to się stało, ale kochaliśmy się. Zaczęło się niewinnie, a potem... Kompletnie się zapomnieliśmy i poszliśmy na całość. Oczywiście chciałem to z nim zrobić, ale teraz czuję się źle... To, że uprawialiśmy seks po pijaku kompletnie mi nie przeszkadzało. Nic nie pamiętałem i było w porządku. Teraz, gdy pamiętam nasz "pierwszy" raz to w głębi serca cieszę się z tego a zaraz żałuje, że to zrobiliśmy. 

- Dokładnie - szepnąłem delikatnie się uśmiechając. 

- Zadowolony? - zapytał patrząc na mnie. 

- Oczywiście - szepnąłem patrząc na chłopaka. - A ty?

- Zadowolony - powiedział kładąc głowę na moim barku i mocno się do mnie przytulił. Przytuliłem go do siebie głaszcząc go po biodrze. 

- Nie sądzisz, że to co robimy zaszło troszkę za daleko? - szepnąłem patrząc przed siebie. 

- Co masz na myśli? - zapytał uśmiechając się. 

- To, że się całujemy, pieprzymy się... - westchnąłem. - Wcześniej aż tak często tego nie robiliśmy i to było sporadyczne. 

- Sporadyczne? - zapytał podnosząc głowę i spojrzał na mnie. 

- Tak - odwzajemniłem spojrzenie. - Wcześniej był mały cmok jak były Twoje czy moje urodziny, jak mi za coś dziękowałeś albo ja Tobie. A teraz? 

- Nie mówiłeś, że to ci przeszkadza - powiedział podnosząc się. 

- Oj Luke - szepnąłem przyciągając go do siebie. - Nie przeszkadza mi to - przytuliłem go - tylko dziwnie się z tym czuje. 

- Dlaczego? - zapytał przytulając się do mnie. 

- Nie wiem... - szepnąłem.

- Odkąd poznałeś Harrryego to zmieniłeś się wobec mnie - powiedział wstając z kanapy i zaczął się ubierać. 

- Nie mów tak - powiedział siadając na kanapie. - To nie jest prawda. 

- Jest Louis - powiedział donośnym głosem patrząc na mnie. - Wcześniej Ci to nie przeszkadzało a teraz? Jakieś wyrzuty mi robisz. 

- Luke to nie jest wina Harryego - powiedziałem. - Po prostu to jest dla mnie trochę dziwne. 

- Tak - zaśmiał się ubierając koszulkę. - Kilka dni temu miałeś wyjebane na to czy się całujemy czy pierdolimy! - krzyknął. 

- Uspokój się - powiedziałem wstając z kanapy i stanąłem na przeciwko niego. - Luke... - szepnąłem łapiąc go za dłoń. - Jesteś moim braciszkiem, kochanym braciszkiem... Trudno jest mi wyobrazić sobie Ciebie uprawiającego seks z kimkolwiek a już nie mówię o sobie. 

- Nie musisz sobie tego wyobrażać - warknął wyrywając swoją dłoń z mojego uścisku. 

- Luke! - krzyknąłem przyciągając go do siebie. - To jest tak jak byś pierdolił swojego brata. Zrobiłbyś to? Pieprzyłbyś się z osobą z rodziny? 

- Nie jesteśmy rodziną Louis! - krzyknął na mnie odpychając mnie. - Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi! Co? - zapytał patrząc na mnie. - Pierdoliłeś mnie raz, który pamiętasz i już więcej nie chcesz? - spytał podchodząc do mnie. - Idź teraz do Harryego, potem do innych chłopaków - szepnął patrząc mi w oczy. Odwzajemniłem spojrzenie po chwili uciekając wzrokiem od jego oczu. Nigdy nie widziałem go tak wkurzonego. 

- Luke uspokój się, proszę... - szepnąłem czując jak w oczach zbierają się łzy.

- Spierdalaj - warknął wychodząc z salonu. Potem usłyszałem tylko trzask wyjściowych drzwi. 

Wziąłem do ręki spodnie wyjmując z nich portfel, a z niego biały proszek. Usiadłem na kanapie rozsypując na ławie kreskę. Wciągnąłem ją szybko nosem odchylając głowę do tyłu. Sięgnąłem po telefon wybierając numer Zaca i napisałem do niego wiadomość. 

Cześć. Jesteś gdzieś blisko? Potrzebuję czegoś! Teraz!

Wysłałem wiadomość wstając z kanapy, podszedłem do komody i z krzykiem zwaliłem ręką wszystko co na niej było. Zdjęcia, szklanki, wszystko. Złapałem się za głowę głośno krzycząc. Słysząc przychodzącą wiadomość podszedłem do telefonu czytając ją.

Niestety nie ma mnie. Jak chcesz to mój przyjaciel Zayn może Ci coś podrzucić. 

Od razu odpisałem na wiadomość.

Chcę! Szybko!

Długo nie czekałem na odpowiedź.

Okej. Za dziesięć minut będzie u Ciebie. 
Odłożyłem telefon ubierając bokserki i spodnie. Udałem się do kuchni wyjmując zimne piwo z lodówki i z powrotem wróciłem do salonu siadając na kanapie. Otworzyłem piwo wypijając za jednym razem pół puszki. Sięgnąłem z powrotem po telefon pisząc smsa do Luka

Gdzie jesteś?
Po chwili dostałem odpowiedź.

W klubie. Nie przeszkadzaj mi. 
Odpisałem

Wracaj do domu. 

Nie. 
- To kurwa nie! - krzyknąłem rzucając telefon o podłogę. Sięgnąłem po piwo wypijając je. Usłyszałem, że ktoś dzwoni do drzwi więc wstałem podchodząc do nich. Spojrzałem przez judasza i zobaczyłem w nich chłopaka ubranego na czarno, miał czarne średniej długości włosy. Otworzyłem drzwi patrząc na niego. - Zayn? - zapytałem.

- Tak - odpowiedział uśmiechając się.

- Wchodź - powiedziałem odwracając się plecami i udałem się w stronę salonu. - Piwo? zapytałem odkręcając się i spojrzałem na niego.

- Chętnie - powiedział uśmiechając się i usiadł na kanapie. Poszedłem do kuchni wyjmując z lodówki dwa piwa. Wróciłem do salonu siadając obok chłopaka. - Proszę - powiedziałem podając mu piwo.

- Co się tutaj stało? - zapytał patrząc na porozwalane rzeczy na podłodze.

- Miałem złą chwilę - odpowiedziałem otwierając piwo. - Jakie masz? - spytałem patrząc na chłopaka.

- Zależy czego potrzebujesz - powiedział patrząc na mnie. - Mogę mieć wszystko czego chcesz.

- Amfetamina? Jakieś tabletki nasenne? - zapytałem łapiąc łyka piwa.

- Dużo potrzebujesz? - zapytał.

- Poczekaj - szepnąłem wyjmując z kieszeni portfel. Przeliczyłem pieniądze, których było tysiąc dolarów. - Pięć razy amfa i kilka tabletek.

- Mogę ci dać całe pudełko tabletek - powiedział wyjmując z kieszeni czarne pudełko. - Jest w nim dwadzieścia tabletek nasennych. Bierzesz jedną i po pięciu minutach śpisz kilka godzin.

- Ile za nie? - zapytałem biorąc od niego pudełko.

- Sto dolarów - powiedział wyjmując z kieszeni pięć saszetek amfetaminy. - Razem dwieście pięćdziesiąt - uśmiechnął się dając mi do ręki biały proszek.

- Dzięki - powiedziałem odkładając narkotyki na ławę. Wyjąłem z portfela pieniądze dając mu je. 

- Długo już w tym siedzisz? - zapytał chowając pieniądze do skórzanej, czarnej kurtki.

- Kilka tygodni - odpowiedziałem pijąc piwo.

- Wiesz - powiedział siadając bokiem - niby powinno zależeć mi na tym, żebyś brał bo ja przez to zarabiam... Ale czy warto?

- Warto - szepnąłem. - To mnie uspokaja, nie myślę o życiu. Cudowne uczucie. Chcę zasnąć, zasypiam. Chce się rozluźnić wciągam.

- I tylko dlatego? - spytał otwierając swoje piwo i napił się łyka.

- Tak - odpowiedziałem patrząc na niego.

- Przecież niszczysz sobie życie - powiedział uśmiechając się delikatnie.

- Moje życie więc mogę robić co chce - szepnąłem wypijając kolejne piwo.

- Nie masz kogoś na kim ci zależy? - zapytał. - Dla kogo mógłbyś to rzucić?

- Wypierdalaj - powiedziałem patrząc na niego. - Wypierdalaj stąd! - krzyknąłem.

- Okej... - powiedział wstając z kanapy i wyszedł z salonu. Słysząc głośny trzask drzwi wiedziałem, że wyszedł z domu.

 Zabrałem z ławy narkotyki idąc do swojego pokoju. Wysunąłem pierwszą szufladę z komody wkładając tam biały proszek. Wyjąłem z czarnego pudełka dwie tabletki od razu je łykając. Włożyłem pudełko obok amfetaminy zasuwając szufladę. Położyłem się na łóżku od razu zasypiając.